Dziś niestety tylko zapowiedź herbacianej bluzki, która czeka na innego mistrza fotografii. Bluzkę uszyłam na podstawie prostego wykroju z burdy. Satyna, jak można się było domyślić, druga po lewej, po prostu nie daje się sfotografować - nie i koniec. Po przerobieniu chyba ze stu zdjęć żadne nie nadaje się na bloga! Jutro podejście drugie do zdjęcia - uwaga sąsiedzi! - znowu będę w piżamie o 8 rano robiła zdjęcie manekinowi w koszulce ;-) na balkonie!
I chwila marudzenia: szyję sukienkę z malinowej tkaniny, drugiej z prawej i stanowczo potrzebuję do pomocy manekina na miarę - Panie Kurierze, gdzie się Pan podziewa od ponad tygodnia? Już się doczekać nie mogę mojego nowego pomocnika!
A w między czasie zaprzyjaźniłam się ze stroną poleconą przez jedną z Czytelniczek w komentarzu do poprzedniej notki (papavero.pl). Mam już wydrukowany, poskładany i posklejany wykrój, więc niebawem relacja z szycia kolejnej sukienki :)
Pozdrawiam i mam nadzieję jutro lub pojutrze wrzucić porządne zdjęcia balkonowe ;-)
Aktualizacja 3-cio majowa:
No to dodaję obiecane zdjęcia i pozdrawiam weekendowo! :)
Na koniec potwierdzenie, że na sobie też próbowałam zrobić zdjęcie ;)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szyję sobie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szyję sobie. Pokaż wszystkie posty
Jak gdyby nigdy nic!
niedziela, 15 kwietnia 2012
Tytuł posta niech będzie przesłaniem na dzisiaj: jak gdyby nigdy nic powracam do blogowej sfery. Zapominam o ostatnim ciężkim miesiącu i ciesze się wiosną :) nawet jej deszczową częścią. Na dobry początek zapowiedź (prawie skończonej) spódnicy ze znanego Wam już fasonu, która niniejszym kończy listę projektów zimowych (choć spódnica wyszła mocno nie-zimowa). W kolejnej odsłonie (miejmy nadzieję w przeciągu kilku dni) zaprezentuję wiosenne zakupy tkaninowe i wiosenne plany szyciowe.
A na koniec zagadka prosto z domowych pieleszy:
- Gdzie najchętniej śpi pies?
(odpowiedź znajdziesz na dole wpisu)
- Tam, gdzie mu nie wolno! :-)
A na koniec zagadka prosto z domowych pieleszy:
- Gdzie najchętniej śpi pies?
(odpowiedź znajdziesz na dole wpisu)
| burda 12/2011: spódnica przed podwinięciem i poprawkami |
- Tam, gdzie mu nie wolno! :-)
Didaskalia:
Salon; drewniana podłoga w ciepłym miodowym kolorze; pod ścianą purpurowa kanapa a tuż przed nią niewielki, włochaty, biały dywanik, którego jasny kolor nasuwa przyjemne skojarzenie czystości i świeżości, jakby zupełnie niedawno ktoś poświęcił ogrom czasu na jego wypranie. Na połowie dywanika mały, kwadratowy stoliczek w jasnej okleinie, którego imię zna każde małe dziecko nie tylko pochodzące ze Szwecji. Na pozostałym, jakże niewielkim skrawku, kulka; czekoladowa, włochata, ważąca 30kg kulka, idealnie przylegająca do mięciutkiej faktury dywanika, który uznała za swoje nowe posłanie.
Etykiety:
labradorowiroza,
spódnica,
szyję sobie
Żakiet i seriale...
czwartek, 9 lutego 2012
Zgodnie z mroźnymi planami pokazuję, co kolejnego powstaje w mojej pracowni.
Natchnęło mnie na bardziej ambitny projekt jakim jest uszycie pierwszego w życiu żakietu. Nie ukrywam, że porwałam się trochę z motyką na słońce, jeśli chodzi o moje krawieckie umiejętności. Wzięłam sobie do serca słowa longredthread (przeczytane bodajże na jej blogu), które mówiły, że z niechlujnego krojenia nic dobrego nie wynika. Z linijką w ręku ;-) i stoickim spokojem odrysowywałam wykrój i wycinałam nie licząc na jakiś fenomenalny rezultat. Mocno zdziwiona jak wszystko pięknie do siebie pasuje dotarłam do momentu wszywania rękawów, które ukazało moje edukacyjne braki! Przez dobre 30 minut zastanawiałam się co zrobiłam nie tak, że mi rękawy nie pasują do reszty i są dobre 4 cm za szerokie. Oczywiście: po co sprawdzać termin "wdawanie rękawów" i po co zwracać uwagę, że na wykroju w burdzie ktoś zaznaczył na ramionach "wężyka"? Lepiej główkować i zgadywać "co poszło nie tak" :-) Całe szczęście że istnieje wyszukiwarka i kilka fajnych osób, które dzielą się swoją wiedzą w internecie. Teraz tylko muszę wszyć podszewkę, która będzie bawełniana - do innej nie mam cierpliwości ;-) Żakiet na właścicielce zaprezentuję niebawem!
Tymczasem Dafeta zaprosiła mnie do zabawy serialowej. Trochę na przekór nikogo nie zapraszam za to zachęcam do polecania ciekawych seriali w komentarzach - ostatnio poszukuję czegoś nowego ;-)
Moje ukochane seriale streszczę w pięciu punktach:
Pozdrawiam serdecznie :-)
P.S. Zepsułam sobie szablon i zamiast szyć to będę go teraz cały weekend naprawiać... Niech żyje brak backup'ów!
Natchnęło mnie na bardziej ambitny projekt jakim jest uszycie pierwszego w życiu żakietu. Nie ukrywam, że porwałam się trochę z motyką na słońce, jeśli chodzi o moje krawieckie umiejętności. Wzięłam sobie do serca słowa longredthread (przeczytane bodajże na jej blogu), które mówiły, że z niechlujnego krojenia nic dobrego nie wynika. Z linijką w ręku ;-) i stoickim spokojem odrysowywałam wykrój i wycinałam nie licząc na jakiś fenomenalny rezultat. Mocno zdziwiona jak wszystko pięknie do siebie pasuje dotarłam do momentu wszywania rękawów, które ukazało moje edukacyjne braki! Przez dobre 30 minut zastanawiałam się co zrobiłam nie tak, że mi rękawy nie pasują do reszty i są dobre 4 cm za szerokie. Oczywiście: po co sprawdzać termin "wdawanie rękawów" i po co zwracać uwagę, że na wykroju w burdzie ktoś zaznaczył na ramionach "wężyka"? Lepiej główkować i zgadywać "co poszło nie tak" :-) Całe szczęście że istnieje wyszukiwarka i kilka fajnych osób, które dzielą się swoją wiedzą w internecie. Teraz tylko muszę wszyć podszewkę, która będzie bawełniana - do innej nie mam cierpliwości ;-) Żakiet na właścicielce zaprezentuję niebawem!
| Niewykończony pierwszy żakiet |
| Rewersy |
Tymczasem Dafeta zaprosiła mnie do zabawy serialowej. Trochę na przekór nikogo nie zapraszam za to zachęcam do polecania ciekawych seriali w komentarzach - ostatnio poszukuję czegoś nowego ;-)
Moje ukochane seriale streszczę w pięciu punktach:
- W kategorii "kura domowa": Desperate Hausewifes - bardzo szkoda, że to już ostatni sezon (Gabi jest moją idolką!)
- W kategorii "poczuj się jak nastolatka": Gossip Girl - za moją ulubienicę Blair! (choć po ostatnim odcinku oficjalnie się na nią obrażam)
- W kategorii "5 lat studiów na politechnice": Big Bang Theory - za Sheldona <3 i więcej słów nie potrzeba ;-)
- W kategorii "nie oglądaj tego w nocy": Damages za postać Paty Huse i genialną oprawę muzyczną, która wprowadza naprawdę niesamowity nastrój,
- W kategorii "dobre, bo polskie" - Brzydula za Violettę przez "V" i dwa "t" - szkoda, że nie zdecydowano się na kontynuację.
Pozdrawiam serdecznie :-)
P.S. Zepsułam sobie szablon i zamiast szyć to będę go teraz cały weekend naprawiać... Niech żyje brak backup'ów!
Etykiety:
szyję sobie,
żakiet
Bluzka idealna
poniedziałek, 6 lutego 2012
Niech nie zmylą Was pozory - tytuł notki wcale nie nawiązuję do moich zdolności krawieckich! ;-) Dziś będzie kilka słów o natręctwach i przyzwyczajeniach.
Zacznijmy od początku czyli bohaterów tej historii. Od kiedy pamiętam były dwie rzeczy, które doprowadzały moją Mamę do pasji (choć z tego co pamiętam po latach walki Mama w końcu kapitulowała i odpuściła jakiekolwiek próby zmiany tej rzeczywistości). Pierwszą rzeczą było łażenie po domu w skarpetkach i torpedowanie mnie i mojej Siostry argumentami, żeby tego nie robić. Drugą rzeczą, którą robię po dziś dzień, było wyyyyyyciąganie wszystkich możliwych rękawów bluzek, swetrów, koszul itp. Po prostu wszystkie one były dla mnie stanowczo za krótkie! ;-) a w sklepach jakoś moda na maksymalnie długaśne rękawy jakoś nie widać.
Postanowiłam zatem stworzyć bluzkę idealną :-) dzięki pomocy burdy 4/2011 (model 118). Uszyłam wersję midi, na przekór wykrojowi, który zakładał wersję mini albo long ;-) Jak na pierwsze zderzenie z dzianiną myślę, że nie jest źle a już niebawem podejmuję kolejne wyzwanie z tym samym wykrojem, bo jest naprawdę fajny i szyje się w jeden wieczór.
Ponadto przepraszam wszystkich za przerwy blogowe - tym razem nie zawiesiłam szycia! Jak czas pozwoli to jeszcze w tym tygodniu pokażę Wam moje najnowsze wyzwanie - pierwszy w życiu żakiet (20minut temu wdałam - kocham to słowo! - pierwsze w życiu rękawy i nawet jakoś wyglądają!). Mam nadzieję w weekend pokonać wszywanie podszewki i zaprezentować Wam całość, choć boję się, że mnie prędzej szlag trafi niż ją wszyję ;-)
Sobie cierpliwości a Wam dużo stopni Celsjusza ;-) w najbliższych dniach życzę!
Buźka! :)
Zacznijmy od początku czyli bohaterów tej historii. Od kiedy pamiętam były dwie rzeczy, które doprowadzały moją Mamę do pasji (choć z tego co pamiętam po latach walki Mama w końcu kapitulowała i odpuściła jakiekolwiek próby zmiany tej rzeczywistości). Pierwszą rzeczą było łażenie po domu w skarpetkach i torpedowanie mnie i mojej Siostry argumentami, żeby tego nie robić. Drugą rzeczą, którą robię po dziś dzień, było wyyyyyyciąganie wszystkich możliwych rękawów bluzek, swetrów, koszul itp. Po prostu wszystkie one były dla mnie stanowczo za krótkie! ;-) a w sklepach jakoś moda na maksymalnie długaśne rękawy jakoś nie widać.
Postanowiłam zatem stworzyć bluzkę idealną :-) dzięki pomocy burdy 4/2011 (model 118). Uszyłam wersję midi, na przekór wykrojowi, który zakładał wersję mini albo long ;-) Jak na pierwsze zderzenie z dzianiną myślę, że nie jest źle a już niebawem podejmuję kolejne wyzwanie z tym samym wykrojem, bo jest naprawdę fajny i szyje się w jeden wieczór.
Ponadto przepraszam wszystkich za przerwy blogowe - tym razem nie zawiesiłam szycia! Jak czas pozwoli to jeszcze w tym tygodniu pokażę Wam moje najnowsze wyzwanie - pierwszy w życiu żakiet (20minut temu wdałam - kocham to słowo! - pierwsze w życiu rękawy i nawet jakoś wyglądają!). Mam nadzieję w weekend pokonać wszywanie podszewki i zaprezentować Wam całość, choć boję się, że mnie prędzej szlag trafi niż ją wszyję ;-)
Sobie cierpliwości a Wam dużo stopni Celsjusza ;-) w najbliższych dniach życzę!
Buźka! :)
Zdjęcia: tym razem Mąż, który pozazdrościł blogowania.
Etykiety:
bluzka,
szyję sobie
Gram w zielone!
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Dzisiaj będzie bardzo krótko i treściwie.
Jeszcze przed świętami została skrojona z butelkowej wełny spódnica: burda 12/2012, model 124. Nie obeszło się bez standardowego usunięcia z projektu kieszeni i zwężenia talii. Wszystkie wykończenia wykonywałam w pośpiechu, żeby skończyć na swoje urodziny (w piątek, trzynastego!). Spódnica w tzw. realu wygląda milion razy lepiej niż na zdjęciu: ma piękny butelkowy kolor i zupełnie inaczej układa się na mojej figurze (duża różnica między talią a biodrami). Mam nadzieję kiedyś pokazać Wam ją na lepiej oświetlonych zdjęciach i stanowczo żywszej modelce. Póki co ośmiogodzinny tryb pracy i weekendowy tryb nauki sprawia, że najlepsze słońce do robienia zdjęć świeci tylko wtedy, kiedy jestem poza domem.
Przymierzam się już do kolejnej wersji tej spódnicy - tym razem w zupełnie innej kolorystyce - na zamówienie bardzo bliskiej mi osoby, której moje "krzywe szycie" nie przeraża.
Tymczasem życzę (poweekendowo) miłego tygodnia! :)
PS Czy ktoś może mi poradzić co zrobić, żeby wewnętrzne szwy nie odznaczały się na pasku po wyprasowaniu? Powinnam je bardziej przycinać, dawać więcej zapasu, czy coś z usztywnieniem zrobić? Będę wdzięczna za wszelkie wskazówki!
| Proszę nie komentować świątecznej dekoracji manekina - ubierając choinkę stwierdziłam, że głupio żeby w salonie stał taki golas ;-) |
Etykiety:
spódnica,
szyję sobie
Retrospekcja
czwartek, 29 grudnia 2011
Czasami mam takie dni, w których wydaje mi się, że przeżywam wszystko jeszcze raz, tak jakby już kiedyś ten dzień wyśniła albo po prostu już raz w nim była. Dziś cały dzień miałam wrażenie, że oglądam po raz kolejny jakiś stary film i wiem, co bohaterowie powiedzą za chwilę. Niesamowite! A Wam często zdarzają się takie momenty?
Aby jednak tematyki bloga stało się za dość - dziś szybki powrót do tego, co już częściowo było pokazywane: beżowej spódnicy z burdy 12/2011. Na zdjęciu niestety trochę sfatygowana po całym dniu noszenia jej w pracy :) Nie do końca jestem zadowolona z efektu końcowego - zwłaszcza okropnie wszytego paska ;-) ale cóż - jak się nie próbuje to się człowiek nie nauczy!
Swoją drogą mini-zagadka dla stałych czytelników: kiedy były robione zdjęcia poniżej i dlaczego więcej w tym miejscu nie będą? ;-)
Aby jednak tematyki bloga stało się za dość - dziś szybki powrót do tego, co już częściowo było pokazywane: beżowej spódnicy z burdy 12/2011. Na zdjęciu niestety trochę sfatygowana po całym dniu noszenia jej w pracy :) Nie do końca jestem zadowolona z efektu końcowego - zwłaszcza okropnie wszytego paska ;-) ale cóż - jak się nie próbuje to się człowiek nie nauczy!
Swoją drogą mini-zagadka dla stałych czytelników: kiedy były robione zdjęcia poniżej i dlaczego więcej w tym miejscu nie będą? ;-)
![]() |
| model z burdy 12/2011 |
Etykiety:
spódnica,
szyję sobie
Szyje się, szyje...!
piątek, 25 listopada 2011
Kochani! :)
Wyróżnienie blogowe u Joanki-z sprawiło, że postanowiłam napisać "coś" przedpremierowo (nie wiem czy to zdanie ma sens do końca, ale co tam!). Skroiłam wczoraj dwie spódnice rodem z burdy 12/2011. Na pierwszy rzut miała iść plisowana, ale ponieważ kroiłam drugą na materiale 1m x 1,3m, przy zalecanym 1,5m x 1,5m ;-) postanowiłam wszystko pofastrygować i zacząć zszywać zanim zapomnę, gdzie jaki myk z łączeniem (i nie tylko) użyłam. Niestety w weekend czeka mnie sporo roboty na uczelni, zatem pokazuję już dziś (co by jednak być pracownią weekendową) na czym prace "stoją".
Niniejszym również ogłaszam, że skończyłam leniuchowanie i od poniedziałku przełączam tryb pracowni na serio-weekendowy(!), ponieważ w końcu dostałam pracę - zupełnie przypadkowo i rzutem na taśmę. Widać wszystko ma w życiu swoje miejsce i czas :) i tego będę się trzymać! :)
Pozdrawiam serdecznie i zostawiam Was z nieskończoną, pospinaną szpilkami i pofastrygowaną kiecką :)
pracownia weekendowa
Wyróżnienie blogowe u Joanki-z sprawiło, że postanowiłam napisać "coś" przedpremierowo (nie wiem czy to zdanie ma sens do końca, ale co tam!). Skroiłam wczoraj dwie spódnice rodem z burdy 12/2011. Na pierwszy rzut miała iść plisowana, ale ponieważ kroiłam drugą na materiale 1m x 1,3m, przy zalecanym 1,5m x 1,5m ;-) postanowiłam wszystko pofastrygować i zacząć zszywać zanim zapomnę, gdzie jaki myk z łączeniem (i nie tylko) użyłam. Niestety w weekend czeka mnie sporo roboty na uczelni, zatem pokazuję już dziś (co by jednak być pracownią weekendową) na czym prace "stoją".
Niniejszym również ogłaszam, że skończyłam leniuchowanie i od poniedziałku przełączam tryb pracowni na serio-weekendowy(!), ponieważ w końcu dostałam pracę - zupełnie przypadkowo i rzutem na taśmę. Widać wszystko ma w życiu swoje miejsce i czas :) i tego będę się trzymać! :)
Pozdrawiam serdecznie i zostawiam Was z nieskończoną, pospinaną szpilkami i pofastrygowaną kiecką :)
pracownia weekendowa
| To nie jest skończona spódnica, tego paska też nie będzie na górze :), zakładki poprawię a odszycia przyszyję ;-) |
Etykiety:
spódnica,
szyję sobie
Morski powiew
poniedziałek, 14 listopada 2011
Zima zbliża się dużymi krokami, ludzie marzną na przystankach, tupią z nogi na nogę a ja idę ulicą i się uśmiecham. Cóż poradzić, że jestem typowym stworzeniem kochającym domowe pielesze* (nie wiem jak się fachowo kogoś takiego nazywa) i wracając do domu cieszę się na myśl, że przy ciepłej herbatce podłubię coś na maszynie albo ugotuję :)
Dziś prezentacja mojej (od kilku dni) ulubionej sukienki (burda 10/2009, model 114). Namęczyłam się przy niej okropnie, co ostatecznie nadało jej ciut inny kształt niż zamierzałam (problem tego, że wg. tabelki burdy noszą 3 różne rozmiary - widzicie to na zdjęciach? ;)) Skroiłam zatem sukienkę na rozmiar 40 i zwężałam gdzieniegdzie do 38 i 36. Zajęło mi to dobry tydzień. Niniejszy zatem składam uroczystą przysięgę, że więcej nie uszyję żadnej sukienki dla siebie dopóki nie dostanę regulowanego manekina! (Mikołaju - czytaj!) Oczywiście jest pewnie możliwość rysowania tych szablonów od razu łącząc kilka wymiarów - ale ja się tego nie podejmuję, bo i tak w tali będę musiała zwężać!
Sukienka nie ma kokardy prezentowanej w burdzie, ale wydaje mi się, że w tym wypadku kolor po prostu robi swoje i nie potrzeba (zwłaszcza z tyłu) żadnych dodatków innych niż sweterek, żakiet czy torebka.
Pozdrawiam po weekendowym zasuwaniu na uczelni! :)
P.S. Za cień na zdjęciach przepraszam, ale profesjonalny fotograf ich nie robił - za to bardzo kochany :) Dziękuję!
*Pisząc notkę na bloga:
- Kochanie, jak się nazywa osoba lubiąca siedzieć w domu?
- Kura domowa!
Z pozdrowieniami dla Męża! :)
Dziś prezentacja mojej (od kilku dni) ulubionej sukienki (burda 10/2009, model 114). Namęczyłam się przy niej okropnie, co ostatecznie nadało jej ciut inny kształt niż zamierzałam (problem tego, że wg. tabelki burdy noszą 3 różne rozmiary - widzicie to na zdjęciach? ;)) Skroiłam zatem sukienkę na rozmiar 40 i zwężałam gdzieniegdzie do 38 i 36. Zajęło mi to dobry tydzień. Niniejszy zatem składam uroczystą przysięgę, że więcej nie uszyję żadnej sukienki dla siebie dopóki nie dostanę regulowanego manekina! (Mikołaju - czytaj!) Oczywiście jest pewnie możliwość rysowania tych szablonów od razu łącząc kilka wymiarów - ale ja się tego nie podejmuję, bo i tak w tali będę musiała zwężać!
Sukienka nie ma kokardy prezentowanej w burdzie, ale wydaje mi się, że w tym wypadku kolor po prostu robi swoje i nie potrzeba (zwłaszcza z tyłu) żadnych dodatków innych niż sweterek, żakiet czy torebka.
Pozdrawiam po weekendowym zasuwaniu na uczelni! :)
P.S. Za cień na zdjęciach przepraszam, ale profesjonalny fotograf ich nie robił - za to bardzo kochany :) Dziękuję!
![]() |
| Ekshibicjonizm blogowy ;) |
- Kochanie, jak się nazywa osoba lubiąca siedzieć w domu?
- Kura domowa!
Z pozdrowieniami dla Męża! :)
Etykiety:
sukienka,
szyję sobie
Szarobure szycie :)
piątek, 11 listopada 2011
Po krótkiej przerwie (ale tylko i wyłącznie blogowej) nastąpi seria prezentacji uszytków. Udało się w końcu (choć przy beznadziejnym popołudniowym świetle i domowych lampkach) zrobić kilka zdjęć spódnicy, w której zamierzam paradować na uczelnię i do pracy.
Model pochodzi z burdy 6/2009, model 125. Niestety ze względu na dość sztywny materiał, moje braki umiejętności albo jedno i drugie przód strasznie odstawał i tworzył okropną banię, więc ostatecznie zaszyłam wszystkie te zakładki i przynajmniej nie czuję się jakbym była w szóstym miesiącu ciąży! (choć małymi literkami wspomnę, że jakby spojrzeć na zdjęcie z burdy - patrzcie link - to tam jakby też ta spódnica odstaje, hmm...)
Poniżej zdjęcia - tym razem nie na mnie - za to na bardzo uroczej modelce, która być może się ujawni. Tymczasem życzę miłego i spokojnego weekendu Kochani!
pracownia weekendowa
P.S. Mam już na dysku zdjęcia sukienki, którą szyłam w ubiegłym tygodniu - uwielbiam ją i pokażę już niedługo!
| Kocham to zdjęcie :))) za kolor paznokci przede wszystkim! |
| Spódnica w pełnej krasie |
Etykiety:
spódnica,
szyję sobie
Niektórym zielono a niektórym.... cytrynowo?
czwartek, 25 sierpnia 2011
Zainspirowana tym wpisem :) dotyczącym m.in. pięknej sukienki autorstwa jednej z sióstr w fantastycznym jasnożółtym kolorze postanowiłam przegrzebać stertę materiałów u mojej mamy (coś mnie tknęło, że widziałam gdzieś już taki kolor).
Udało mi się znaleźć kawałek (dosłownie!) tkaniny z odzysku (nie mam zielonego pojęcia, co z niego wcześniej było) i przerobić go na żółtą prostą spódniczkę.
Wydawać by się mogło, że nic prostszego nie da się uszyć. Niestety już na wstępie musiałam się nieźle nagimnastykować, żeby jakkolwiek skroić tan materiał. Pełno było w nim dziur, starych pozostałości po szwach - jedna wielka masakra, która częściowo zniechęciła mnie do dalszej współpracy z rzeczoną tkaniną.
Ostatecznie bez praktycznie żadnych zapasów szwów wyszła spódniczka, którą od razu chciałam pokazać tutaj (trochę zapominając, że wypadało ją wyprasować wcześniej). ;))) Ponadto niestety po milionie prób nie udało mi się sfotografować samej siebie (miałam ochotę pokazać jak to jest robić sobie zdjęcie bez statywu, który powędrował do mojego przyszłego męża, ale zrezygnowałam, co by nie psuć jednak estetyki bloga ;)
Serdecznie pozdrawiam i weekendowo nie wracam, bo jadę się "weselić" do rodziny ;)
P.S. Oczywiście ptasiory się dalej szyją ;) i będzie ich więcej! ♥
Udało mi się znaleźć kawałek (dosłownie!) tkaniny z odzysku (nie mam zielonego pojęcia, co z niego wcześniej było) i przerobić go na żółtą prostą spódniczkę.
Wydawać by się mogło, że nic prostszego nie da się uszyć. Niestety już na wstępie musiałam się nieźle nagimnastykować, żeby jakkolwiek skroić tan materiał. Pełno było w nim dziur, starych pozostałości po szwach - jedna wielka masakra, która częściowo zniechęciła mnie do dalszej współpracy z rzeczoną tkaniną.
Ostatecznie bez praktycznie żadnych zapasów szwów wyszła spódniczka, którą od razu chciałam pokazać tutaj (trochę zapominając, że wypadało ją wyprasować wcześniej). ;))) Ponadto niestety po milionie prób nie udało mi się sfotografować samej siebie (miałam ochotę pokazać jak to jest robić sobie zdjęcie bez statywu, który powędrował do mojego przyszłego męża, ale zrezygnowałam, co by nie psuć jednak estetyki bloga ;)
Serdecznie pozdrawiam i weekendowo nie wracam, bo jadę się "weselić" do rodziny ;)
| Guzik musiał zostać dopasowany do okropnego żółtego suwaka, jedynego tym kolorze w pasmanterii :) |
| zbliżenie na pasek :) |
| Może jednak trzeba było użyć żelazka na koniec ;) |
P.S. Oczywiście ptasiory się dalej szyją ;) i będzie ich więcej! ♥
Etykiety:
spódnica,
szyję sobie
Zaległa sukienka
piątek, 5 sierpnia 2011
Przed wyjazdem zaczęłam szyć moją wakacyjną sukienkę. Wróciłam i w końcu udało mi się ją skończyć. Ma fajny fason i pomimo tego, że fatalnie doszywało się do niej półokrągłe wstawki w bokach mam ochotę na jeszcze jedną taką tylko w innym kolorze - jakimś bardziej wyrazistym, bo w tej wersji muszę do niej zakładać dodatki w jakiś mocnych kolorach :)
Niestety nie obyło się bez poprawek związanych z tym, że w trio "biust-talia-biodra" noszę 3 różne rozmiary burdowe ;) i nigdy nie wiem, na który rozmiar mam kroić sukienki. Ostatecznie zrobiłam małe zakładki przy dekolcie (mogłam wymyślić coś lepszego jednak) i wyrzuciłam opisywane w jednym z poprzednich postów falbanki na dole.
Efekty można obejrzeć poniżej:
Pozdrowienia! :)
P.S. Czy ktoś może posiada i poratowałby mnie jakimś wykrojem z lat 20-tych bądź współecznym odpowiednio stylizowanym? To dość pilna sprawa, ponieważ w sierpniu wybieram się na wesele i poprawiny zorganizowanych w tych klimatach i goście mają mieć stroje z epoki ;-) a moja szafa wieje pustką jeśli o stroje retro chodzi.
Follow my blog with Bloglovin
Niestety nie obyło się bez poprawek związanych z tym, że w trio "biust-talia-biodra" noszę 3 różne rozmiary burdowe ;) i nigdy nie wiem, na który rozmiar mam kroić sukienki. Ostatecznie zrobiłam małe zakładki przy dekolcie (mogłam wymyślić coś lepszego jednak) i wyrzuciłam opisywane w jednym z poprzednich postów falbanki na dole.
Efekty można obejrzeć poniżej:
| model 102 (burda 4/2004): widać zakładki w trakcie regulowania, niestety manekin jest trochę za mały i kiepsko się układa. |
| model 102 (burda 4/2004):w całej "okazałości" ;) |
P.S. Czy ktoś może posiada i poratowałby mnie jakimś wykrojem z lat 20-tych bądź współecznym odpowiednio stylizowanym? To dość pilna sprawa, ponieważ w sierpniu wybieram się na wesele i poprawiny zorganizowanych w tych klimatach i goście mają mieć stroje z epoki ;-) a moja szafa wieje pustką jeśli o stroje retro chodzi.
Follow my blog with Bloglovin
Etykiety:
sukienka,
szyję sobie
Czerwcowe 'todo' - odcinek 2 ;)
czwartek, 23 czerwca 2011
Pogoda nie służy tworzeniu zdjęć na bloga. Najpierw padało i brakowało światła, potem było gorąco i "modelka" przyklejała się do wszystkiego ;) W końcu sukienka doczekała się pokazania na żywo. Ostatecznie fajnie się ją nosi, ale nie jestem do końca zadowolona z jej dopasowania. Fiszbiny w biuście to fajna sprawa, dzięki czemu sukienką noszę swobodnie pomimo braku ramiączek. Sam materiał mógłby mieć choćby domieszkę lycry, dzięki czemu z pewnością by się tak nie gniótł.
Jak na pierwszą moją sukienkę tego typu jestem zadowolona :)
A w międzyczasie czyje się już kolejna sukienka, o której niebawem będzie na blogu, a którą zapowiadałam tutaj.
Miłego bardzo długiego weekendu!
P.S. Patrzcie jak fajnie można oglądać blogi dodając do adresu odpowiednią "końcówkę" :) Zapraszam!
Jak na pierwszą moją sukienkę tego typu jestem zadowolona :)
A w międzyczasie czyje się już kolejna sukienka, o której niebawem będzie na blogu, a którą zapowiadałam tutaj.
![]() | ||
| Po lewej: nieskończona jeszcze sukienka 116 (burda 12/2010) Po prawej: efekt końcowy ;) |
P.S. Patrzcie jak fajnie można oglądać blogi dodając do adresu odpowiednią "końcówkę" :) Zapraszam!
Etykiety:
sukienka,
szyję sobie,
todo
Czerwcowe 'todo' - odcinek 1
wtorek, 14 czerwca 2011
Pomimo zabieganego czerwca (jak co roku) znajduję czas na to co lubię :) czyli szycie. Już wiem, że czerwcowy plan z poprzedniej notki zakończy się na dwóch sukienkach - spódnicę zostawiam sobie na sierpień. Materiały kupione, pierwsza sukienka skrojona i trwa jej szycie, a w związku z nim kilka wniosków na szybko:
Pozdrawiam!
P.S. A w poprzedni weekend byłam w Chełmie :) i muszę wkleić to zdjęcie (z samochodu), bo widoki były rewelacyjne!
- jak zwykle problem z dobraniem rozmiaru burdowego wydłuża czas szycia niemiłosiernie (biodra sugerują inny rozmiar niż talia i biust ;)
- następnym razem zastanowię się dwa razy zanim użyję podszewki dederenowej (na plus to, że jest cienka i wydaje się przewiewna - super na lato; na minus: zaciąga się i trzeba bardzo! uważać),
- zwężanie sukienki (i nie tylko) "na sobie" nie jest łatwe, a na pewno wymaga precyzji i cierpliwości,
- pierwszy raz mam wszyć taśmy fiszbinowe i jestem ciekawa efektu (póki co dalej pracuję nad dopasowaniem sukienki)
Pozdrawiam!
P.S. A w poprzedni weekend byłam w Chełmie :) i muszę wkleić to zdjęcie (z samochodu), bo widoki były rewelacyjne!
Etykiety:
szyję sobie,
todo
Subskrybuj:
Posty (Atom)



